04.16
Enid dobieg艂a do ruchliwego skrzy偶owania. Dopiero teraz zda艂a sobie spraw臋, kogo uderzy艂a. Mo偶e by艂o to niepotrzebne, nie znosi艂a jednak kiedy jej si臋 pomaga艂o. Przypomnia艂a sobie sytuacj臋 z czas贸w, kiedy mieszka艂a z rodzin膮 zast臋pcz膮. Jej “matka”, chcia艂a pom贸c jej ubra膰 sukienk臋. Zamiast “dzi臋kuj臋”, poczu艂a uderzenie d艂oni膮 w twarz. Po tym zaj艣ciu uciek艂a. I nie wr贸ci艂a. Widzia艂a swoje zdj臋cia na s艂upach, i kartonach na mleko. Ludzie widzieli ja, a nic nie robili. Dobrze.
Stan臋艂a na 艣wiat艂ach. Patrzy艂a na ludzi. Potrafi艂a wymy艣la膰 histori臋 ich 偶ycia. Od dziecka bawi艂a si臋 w co艣 takiego. Teraz wesz艂o jej to w na艂贸g. “Jack Simons, lat 40, wdowiec, zaginiona c贸rka. Isabelle Drown, lat 26, m臋偶atka, bezpo艂odna. Donnie Chart, lat 6, przedszkolak, nienawi艣膰.” Takich scenariuszy uk艂ada艂a ju偶 miliony. Nigdy jednak nie pomy艣la艂a o sobie. Jakby to brzmia艂o? ” Enid Highway, lat 19, panna, dziwka.” Postanowi艂a si臋 upi膰.
Po przej艣ciu przez ulic臋, wesz艂a do pierwszego, lepszego baru. Wzi臋艂a ca艂膮 butlk臋 w贸dki, i zacz臋艂a j膮 powoli s膮czy膰. Nalewa艂a sobie do kieliszka, nie zwa偶aj膮c na wzrok innych ludzi. Jacy艣 faceci gwizdali na ni膮, i przezywali j膮 czym艣 w stylu “kurwa”, “dziwka”, czy “szmata”. Kiedy Enid zaczyna艂a pracowa膰 na swojej posesji, jakie艣 2 miesi膮ce temu, te s艂owa doprowadza艂y j膮 do histerii. Teraz by艂o to zupe艂nie normalne. Przecie偶 to prawda no nie?
Doneley Jin, siedzia艂 4 stoliki za Highway. Przyg膮da艂 jej si臋 od d艂u偶szego czasu. W jego oczach pojawi艂o si臋 co艣 w rodzaju uwielbienia, i rz膮dzy. Postanowi艂 sobie 偶e b臋dzie j膮 mia艂. Cho膰by nie wiem co.
Enid powoli ko艅czy艂膮 butelk臋 w贸dki. O dziwo, nie by艂a nawet pijana. Mo偶na powiedzie膰, 偶e “uodporni艂a” si臋 na alkohol. Wlewa艂a w siebie zdecydowanie za du偶e ilo艣ci tego specyfiku. Spojrza艂a na barmank臋. Trzyma艂a si臋 na zapleczu za r臋k臋 z jakim艣 ch艂opakiem. Rozmawiali. Po chwili ch艂opak j膮 poca艂owa艂. Highway przenios艂a si臋 w dalek膮 przesz艂o艣膰.
Beverly Hills, pierwsza rodzina zast臋pcza. S艂oneczne popo艂udnie, zieleni膮cy si臋 park. Spacerowa艂a za r臋k臋 z Lee’m Kind’em. Mia艂 br膮zowe oczy, czarne, opadaj膮ce do ramion w艂osy. By艂 wysoki i wysportowany. By艂a z nim w jednej pi艂karskiej dru偶ynie. On: obro艅ca, ona: bramkarz.
- Podoba Ci si臋 tu?- spyta艂 niespodziewanie.
- Tak.- odpowiedzia艂a kr贸tko. Usiedli na trawniku i spogladali w niebo. W pewnej chwili on odwr贸ci艂 si臋 do niej, i spojrza艂 jej w oczy. To wtedy po raz pierwszy i ostatni zetkn臋艂y si臋 ich usta. Poca艂owa艂 j膮. Nigdy potem nie zazna艂a prawdziwego poca艂unku. Nie liczy艂a poca艂unk贸w napalonych ma艂olat贸w, z kt贸rymi ca艂owa艂a si臋 b臋d膮c ju偶 dziwk膮. Oni poprostu chcieli odreagowa膰, nie chcieli mi艂o艣ci. Chcieli tylko j膮 przelecie膰 i zostawi膰.
Enid zap艂aci艂a barmance, po czym zacz臋艂a drog臋 mi臋dzy stolikami. Przez przypadek, jedno rami膮czko jej bluzki, zsun臋艂o si臋 z ramienia. Doneley Jin zobaczy艂 kawa艂ek piersi Highway. On musia艂 j膮 mie膰.
***
Enid poczu艂a powiew zimna. Dosta艂a g臋siej sk贸rki, drobne w艂oski na jej r臋kach stan臋艂y d臋ba. Uwielbia艂a zapach wieczornego powietrza. Mimo, 偶e nie by艂o czyste, kocha艂a ja. Wzi臋艂膮 jeden wdech, czu艂a jak jej p艂uca wype艂niaj膮 si臋 zimnym powietrzem. Samochody z wolna przeje偶d偶a艂y obok niej. Jakie艣 ma艂olaty rzuca艂y w jej stron臋 obelgami. Zacz臋艂a si臋 zastanawia膰, sk膮d oni wiedz膮 偶e jest dziwk膮? Nie mia艂a tego wypisanego na plecach, na czole, ani na ty艂ku. Jak ludzie potrafi膮 by膰 nieomylni.
Na swoich plecach poczu艂a czyje艣 spojrzenie. Doneley Jin pod膮rza艂 za Enid. Ba艂a si臋. Nie chcia艂a tego jednak pokaza膰. Aby pokaza膰, 偶e nie wie co si臋 dzieje, przystan臋艂a i zapali艂a papierosa. Z pomalowanych na czerwono ust wydobywa艂 si臋 bia艂y ob艂oczek tytoniowego dymu. Wygl膮da艂a jak m艂odsza wersja Famme Fatale.
Powoli wchodzi艂a po schodach prowadz膮cych do swojego mieszkania. Przy okazji wzi臋艂a listy, ukrad艂a s膮siadowi prenumerat臋 miesi臋cznika “People”, i waln臋艂a komu艣 pi臋艣ci膮 w drzwi. Lubi艂a straszy膰 ludzi. Gdyby tylko wiedzia艂a, jak bardzo b臋dzie ba艂a si臋 tej nocy.
Zamkn臋艂a za sob膮 drzwi. Pod nogami przeszed艂 jej kot. Ma艂y szary kot, kt贸rego przygarn臋艂a dwa tygodnie temu. 艢ci膮gn臋艂a glany i ruszy艂a do kuchni. W lod贸wce pustka, jak zwykle. Chwyci艂a za s艂uchawk臋 i zadzwoni艂a do pizzerii.
Us艂ysza艂a pukanie.
- Kto tam?- zapyta艂a.
- Przywioz艂em pizze.- odpowiedzia艂 m臋ski g艂os. Nie chcia艂o jej si臋 spojrze膰 przez Judasza. Otworzy艂a. Doneley Jin.
Walczy艂a, walczy艂a jak tylko mog艂a. Ca艂y czas m贸wi艂a “Nie, prosz臋…” albo “Prosz臋, nie”. Nie czu艂a ju偶 strachu. Czu艂a tylko b贸l i poni偶enie. Jakie to dziwne uczucie, kiedy kto艣 le偶y na tobie, i si臋 poci. Doneley sapa艂, ca艂y czas wymawiaj膮c s艂owa “Jeste艣 moja”, czy “Mam Ci臋”. Z oczu Enid bezwiednie zacz臋艂y wyp艂ywa膰 艂zy.
***
Le偶a艂a na 艣roku mieszkania, ca艂kiem naga. Wok贸l niej by艂o pe艂no krwi. Jej krwi. Przesta艂a p艂aka膰, bo nie mia艂a ju偶 na to si艂y. Dopiero teraz zrozumia艂a, co si臋 sta艂o. Kto艣 j膮 zgwa艂ci艂. Brutalnie. Utwierdzi艂a si臋 w przekonaniu, 偶e nie by艂a pierwsza.
Ani ostatnia.